piątek, 8 listopada 2013

"Łatwopalni" Agnieszka Lingas - Łoniewska


Autorstwa Agnieszki Lingas - Łoniewskiej do tej pory czytałam jedynie "W szpilkach od Manolo" (recenzja). Więc "Łatwopalnym" postawiłam wysoko poprzeczkę. Czy się przeliczyłam? Myślę, że trochę tak. Miałam zbyt wygórowane wymagania, co do tej książki i to pewnie dlatego. Przyczyniły się do tego również bardzo dobre, wręcz rewelacyjne recenzje. Nie przekreślam jednak autorki i chcę jej dać jeszcze szansę.

Jak to w romansach bywa, zwykle jest jakaś ona. W jej życiu pojawia się wymarzony on, lecz w to zamieszany jest jeszcze inny on z przeszłości. Monika jest nauczycielką w pobliskiej szkole podstawowej. W jej życiu nic szczególnego się nie dzieje, dzień wygląda jak każdym inny. A miłość? Była... 10 lat temu. Teraz ta miłość ma żonę i dziecko. Czy to nie wystarcza, aby wszystko już było przekreślone? Dla większości tak, ale nie dla Grześka, z którym Monika była w młodości. Nie to, żeby była stara. Monika ma nieco ponad trzydziestkę, lecz żadnych perspektyw na lepsze życie. Jednak pewnego dnia jej nudne życie ma ulec zmianie. Monika Rudzka mieszka razem z matką i mają pokój do wynajęcia. Ten pokój chce wynająć nieznajomy motocyklista. Mężczyzna przedstawia się jako Jarek Minc i... jest bardzo przystojny. Od początku Jarek i Monika maja się ku sobie. Jednak tajemnica skrywana przez niego, nie pozwala im się zbliżyć do siebie. Jarek po dłuższym czasie bliższej znajomości, wyjeżdża w poszukiwaniu siebie. Czy jego blizny z przeszłości pozwolą im na bycie razem? Nie wiadomo, bo na horyzoncie pojawia się Grzegorz, dawna miłość Moniki. Z tym, że się rozwodzi i chce wrócić do dziewczyny. Czy ta mu na to pozwoli? Wrócą dawne wspomnienia, dawna miłość i... teraz będą mogli być razem. Grzesiek kocha Monika, a Monika kocha Grześka. Ale kocha też Jarka. Co się stanie, gdy Jarek, po kilku miesiącach wróci? Czy ma jeszcze szanse? Czy może Monika będzie z Grześkiem?

Warto przeczytać "Łatwopalnych", bo jego zakończenie jest oczywiście inne niż to, którego ja się spodziewałam. Jednak czy zaskakujące? Może powieść kończy się inaczej niż zwykle romanse czy harlequiny, jest napisana dobrym stylem, szybko się czyta, ale czy to wystarcza? Czekam na druga część "Łatwopalnych" i się o tym przekonam. A premiera jest przewidziana na marzec/kwiecień 2014.

A! Byłabym zapomniała. Mam jeszcze jedną uwagę co do tej powieści. A raczej do powieści, na którą pani Lingas - Łoniewska się powołuje. Jest nią "Błękitny zamek" L.M. Montgomery. Ale ja chyba inny "Błękitny zamek" musiałam czytać... (recenzja). W mojej powieści nie było Joanny Stirling ani Eddiego Snaitha, tylko Valancy Stirling i Barney Snaith. Nie wiem, czy to było celowym zamiarem autorki, czy zwykłym niedopatrzeniem. Jednak myślę, że wtedy pani Agnieszka nie powoływałaby się na tę powieść. To taka, ot, prosta uwaga.

Jednak nie przekreślam '"Łatwopalnych". Przeczytam drugą cześć i mam nadzieję, że zrobię to z nieoczekiwaną przyjemnością.

Moja ocena: 7/10

3 komentarze:

  1. Dziękuję za opinię. Czuję się wywołana do odpowiedzi. Wydanie (bardzo stare) Błękitnego zamku, które posiadam, zawiera właśnie takie imiona bohaterów: Joanna i Eddie. Wiem, że nowsze wydania mają inne imiona (Valancy i Barney). Wynika to z tego, że były różne przekłady, ja posiadam ten przekład przedwojenny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyjaśnienie, pani Agnieszko :-) i ciesze się na tak szybką reakcję.

      Usuń