środa, 12 sierpnia 2015

Co wybrać na wakacje?

Moi drodzy,

Ostatnio coraz mniej mnie w blogosferze. Praca po 12 godzin dziennie pochłania mnie całkowicie. A gdy znajduję już chwilę, to po półgodzinnym czytaniu, czy przeglądaniu Waszych blogów, po prostu usypiam. Ale od jutra czeka mnie upragniony i zasłużony urlop! Wyjeżdżam na wakacje i mam nadzieję, że pomożecie mi w podjęciu bardzo dla mnie trudnej decyzji. Otóż… którą książkę zabrać ze sobą na wakacje? Po selekcji mojej całkiem sporej biblioteczki wybrałam cztery powieści, które zbierają od Was same wysokie noty. Co wybrać, kochani? Czekam na Wasze podpowiedzi, mam nadzieję, że będą pomocne!

Pozdrawiam Was ciepło! J


poniedziałek, 27 lipca 2015

"Moralność pani Piontek" Magdalena Witkiewicz


Słuchaj, Krystyna… chciałam opowiedzieć Ci o książce, którą ostatnio przeczytałam. No tą o tych Poniatowskich.

Wiecie co jest najlepsze na smutki? Magdalena WITKIEWICZ i jej książka „Moralność pani Piontek”. Dawno tak się nie uśmiałam! Gdy tylko zaczęłam czytać – przepadłam. A nim zdążyłam się odwrócić, książka była już przeczytana. „Moralność” to komedia pomyłek. Pokazuje jak brak rozmowy i porozumienia może wpłynąć na nasze decyzje, a w rezultacie na życie.

Gertruda Poniatowska de domo Piontek miała już wszystko zaplanowane. Ślub z TYM Poniatowskim, ich IDEALNY syn i bogata, królewska przyszłość. Ale czy da się tak wszystko zaplanować? Augustyn jest ginekologiem, ma trzydzieści pięć lat i nadal mieszka z rodzicami. W końcu ma dość swojej matki i nadchodzi dzień przeprowadzki. Jednak następuje pomyłka… Miał mieszkać sam, a mieszkanie już zostało komuś wynajęte. To moment, by przedstawić Wam Anulę, zwaną przez panią Poniatowską, lafiryndą. Co zrobi mamusia, by „odzyskać” swego syna? Jak dalej potoczą się losy państwa Poniatowskich? Czy Augustyn znajdzie miłość swojego życia?

Dawno nie czytałam tak śmiesznej książki, w dodatku świetnie napisanej. „Moralność…” czyta się szybko i wyśmienicie. To balsam dla duszy mola książkowego. Majstersztyk! Nawet chwili nie zastanawiajcie się, czy czytać tę powieść. Po prostu przeczytajcie i już. Nikt z Was się nie zawiedzie. Historia z psem, zabawia w ciotki: „słuchaj, Krystyna…” i zabawa w pogrzeb. Dzięki temu płakałam ze śmiechu podczas lektury! A prozę Witkiewicz uwielbiam, mimo że ‘Moralność pani Piontek” jest zupełnie inna od pozostałych książek, które czytałam, ale i tak mam ochotę przeczytać wszystko, co wyszło spod pióra tej autorki. A powieść polecam, jest GENIALNA!



Tytuł: Moralność pani Piontek
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo:  Filia
Liczba stron: 296
Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 20 lipca 2015

"Kwitnący krzew tamaryszku" Wanda Majer-Pietraszak


Dziś, w ten chłodniejszy, poniedziałkowy dzień, przedstawiam Wam książkę Wandy Majer-Pietraszak. „Kwitnący krzew tamaryszku” to obszerne tomisko, z którym spędziłam dużo czasu. Z początku było ciężko, akcja ciągnęła się wolnym tempem… Ale w połowie już cierpiałam, że moje spotkanie z bohaterami książki niedługo dobiegnie końca. Bo to jak spotkanie ze starymi przyjaciółmi. Na początku nie wiadomo o co ze sobą rozmawiać, a później… ciężko się rozstać.

Po spotkaniu zorganizowanym dla przyjaciół sprzed laty, Maria, niżej nazywana Myszką, wraca do domu, gdzie mąż oświadcza jej, że odchodzi. Odchodzi do innej, młodszej, ładniejszej. Zakochał się. Kobieta wyjeżdża i odnajduje swoje miejsce w domku krewnych na wsi. Dołącza do niej przyjaciółka sprzed lat, Barbara, pielęgniarka, której głównym zajęciem powinno być zajmowanie się wnukiem. Przynajmniej tak uważa jej egoistyczny syn. Do kobiet dołącza także Iwona, której szczęście również jest nie po drodze, a największym marzeniem jest podróż do Afryki. Jest jeszcze Jaśka, mieszkająca za granicą.  Ale o niej autorka milczy. Wiemy jedynie, że jest lesbijką i wzięła z inną kobietą ślub w Danii.

Czy dla kobiet zaświeci jeszcze słońce? Czy do zdradzonej Myszki uśmiechnie się jeszcze los? Los potrafi być zawrotny, a czasem i rozstanie ma swoje pozytywne strony, przynajmniej dla tej bohaterki. W ostateczności Piotr ginie w wypadku. Więc i o niego Bóg się upomniał, karząc go najsroższą karą. Marysia może w końcu odetchnąć, wrócić do pasji z młodości, rozwijać się i… myśleć o dziecku. A kawalerów kilku też by się znalazło. Czy kobiecie uda się otworzyć serce na miłość?

Ciężko było mi się rozstać z bohaterami tej książki, mimo że akcja płynęła swoim powolnym tempem. Nie polecam tej książki na zatłoczoną plaże; ja nic nie rozumiałam z czytania. Czytajcie ją w ciszy i w spokoju, relaksując się. Jeżeli chodzi o minusy, czasami dobijały mnie „wykwintne dialogi”, które doprowadzały mnie do szału. Były sztuczne. Ale w ostateczności polecam ten utwór, bo „Kwitnący krzew tamaryszku” to powieść, która utwierdza nas w przekonaniu, że po każdej burzy wychodzi słońce, a po każdej zimie nadchodzi wiosna. Trzymam się tej myśli jak brzytwy i szukam więcej takich książek, ponieważ zmusza mnie do tego moja obecna sytuacja życiowo – związkowa. A Myszce, głównej bohaterce, kibicowałam z całego serca. Sama chciałabym być taka silna jak ona. A Wy czytaliście? Macie swój egzemplarz na półce? Podzielcie się ze mną swoją opinią… ;-)



Za możliwość przeczytania książki dziękuję pani Annie Małysiak z Business & Culture.

Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA


Tytuł: Kwitnący krzew tamaryszku
Autor: Wanda Majer-Pietraszak
Wydawnictwo:  Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Liczba stron: 560

Moja ocena: 6+/10

wtorek, 7 lipca 2015

"Dante na tropie" Agnieszka Olejni


Z prozą Agnieszki Olejnik nie miałam dotąd do czynienia. Nie czytałam jej żadnej książki; wiedziałam jedynie, że napisała również „Dziewczynę z porcelany”, która czeka w kolejce do przeczytania, wśród rosnącej sterty książek. Ale teraz opowiem wam o fantastycznej książce.

„Dante na tropie” to książka, której okładka idealnie nawiązuje do treści. Trzydziestokilkuletnia Anna Drozd, bibliotekarka o powieściopisarskich ambicjach, jest poniekąd świadkiem zbrodni. Jej ukochany pies Dante odnalazł ludzki palec. Gdy kobieta idzie z tym na policję, okazuje się, że niedaleko znaleziono ciało jednego z mieszkańców Solca. Sprawą zajmie się komisarz Wiktor Gryka. Niezwykle przystojny policjant, który zwrócił uwagę na samotną kobietę. Czy zbrodnia połączy tę dwójkę? Czy jednak ich podzieli?

Gdy sprawa nabiera rozpędu, przyjaźń między bibliotekarką a policjantem nabiera tempa. Anna myśli, że Wiktor ma żonę i za każdym razem go odpycha. Ile zniesie taki mężczyzna? W dodatku nie wie o co tej kobiecie chodzi. Zachęca go, później sama się oddala. Wszystko wyjaśni się, gdy mężczyzna przeczyta książkę Anny. Jednak czy na miłość nie będzie już za późno?

W tej powieści podejrzanym może być każdy, a zeznań Anny Drozd nikt nie bierze na poważnie. W ostatecznym rozrachunku jednak jesteśmy zdziwieni tym, kto dokonał morderstw. To niewiarygodne. Podejrzewałam samego policjanta i przyjaciółkę bohaterki, ale się myliłam. Pierwszy raz od bardzo dawna nie odkryłam zbrodniarza i dlatego książka Agnieszki Olejnik zyskała u mnie ogromny plus. W dodatku została napisana pięknym, prostym językiem. Dzięki temu utwór po prostu się pochłania.

„Dante na tropie” to powieść kryminalno-obyczajowa z wątkiem romansowym. Czyli coś, co po prostu uwielbiam. W takiej książce mam wszystko, co sprawia, że relaksuję się pry lekturze. A odciągnąć się od niej ciężko. Dlatego czytałam ją w pracy, schowana w kącie, by nikt nie widział. To było silniejsze ode mnie! Powieść Agnieszki Olejnik niemiłosiernie wciąga. A ja już nie mogę doczekać się, jak potoczy się moja przygoda z pozostałymi książkami autorki.

Tytuł: Dante na tropie
Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 372
Moja ocena: 8/10





środa, 1 lipca 2015

"Zakręceni" Emma Chase


Zdarza Wam się pokochać bohaterów jakiejś książki całym sercem? Ja tak miałam w przypadku Kate Brooks oraz Drew Ewansa, czyli bohaterów serii Tangled. Miałam przyjemność zapoznać się z drugą częścią zwariowanych wydarzeń łączących tę parę i, muszę to powiedzieć, chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na tak dobre powieści. Wspaniałe książki, wyśmienite, wymarzone, ukochane, ulubione. Mogę tak długo wymieniać, a i tak mojego zachwytu nie da się wyrazić słowami.

W „Zakręconych” poznajemy przeszłość Kate, okazuje się, iż nie była ona zawsze grzeczną i pewną siebie kobietą. Bardzo się z nią zżyłam, ale momentami brakowało mi Drew. Gdy w epilogu przemówił, zaskoczona aż się popłakałam ze szczęścia. Tłumaczę sobie, że to tylko książka. Ale to na nic. Kocham „Zaplątanych” i „Zakręconych” i jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Znacie ten stan? Jeżeli nie, to sięgnijcie po tę serie – jest wspaniała.

W drugim tomie Tangled, opowiadaczem jest Kate. Polubiłam ją jeszcze bardziej. Jednak zawiodłam się, Kate i Drew się rozstali. I to z jakiego powodu... Byłam na nich zła. Za to, że nie potrafili się porozumieć, że poróżniło ich takie nieporozumienie. No bo jak to? Kate jest w ciąży a ON nie chce tego dziecka? Przecież tak ją kocha. W dodatku wynajął sobie striptizerkę a ONA, biedaczka na to patrzy. Co za drań! Tak sobie wtedy pomyślałam. Ale  tak uwielbiam Ewansa i czułam, że jest coś nie tak. Ufałam, iż nie zrobi nic głupiego. I się nie zawiodłam na nim.

Jeżeli ciągle zastanawiacie się nad kupnem tej serii, nie wahajcie się, bierzcie ją w ciemno. Jest znakomita na wakacje, urlop czy wolny weekend, lecz musicie pamiętać, że później żadna książka nie będzie taka sama, nie znajdziecie nic lepszego. Jeśli ktoś w najbliższym czasie zapyta mnie, jaka jest moja ulubiona książka, z pewnością powieści Emmy Chase umieszczę w czołówce, uhonoruje je pierwszym miejscem. Po prostu MUSICIE to przeczytać, bo warto.

A jaka jest Wasza ulubiona książka?


Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA!


Tytuł: Zakręceni
Autor: Emma Chase
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 336
Moja ocena: 9+/10


"Jeśli faceci myślą, że gapienie się na inną kobietę nie boli, są w błędzie. Kobiety nie odbierają tego jako delektowania się widokiem. Myślą, że mężczyzna je porównuje i zaraz wytknie im ich wady. A to boli. Jak zacięcie kartką papieru w oko". s. 35

"Znacie psy, które nadal gryzą buty, mimo że wiele razy dostały za to gazetą? Takie, które po prostu nie potrafią się oprzeć? Drew jest jak taki pies". s. 70

"Hmm… Wymioty. Zmęczenie. Wahania nastrojów. Brzmi znajomo. Co? Dlaczego tak na mnie patrzycie? Nie. Nie. Każdy wie, że pierwszym objawem ciąży jest brak miesiączki. A moja powinna być… trzy… cztery… pięć… Powinnam dostać okres pięć dni temu. O. Mój. Boże". s. 71

"„Zawsze”. „Nigdy”. To takie wielkie słowa. Takie ostateczne. I tak puste". s. 99

"Nie ma słów, by opisać, jak bardzo za nim tęsknię. Nie można tego wyrazić. Czuję fizyczny ból z powodu braku jego uśmiechu, zapachu, głosu. Wyobraźcie sobie, że na jadący z prędkością stu kilometrów na godzinę samochód spada drzewo. Bum! Natychmiastowe zatrzymanie. Jednak osoba, która nie ma zapiętych pasów, nadal porusza się z tą prędkością. Taka właśnie jest miłość. Nie zatrzymuje się tak po prostu. Bez względu na to, jak bardzo jesteście zranione, oszukane lub złe – miłość nadal trwa. Wyrzucając cię przez przednią szybę". s. 121

"- Mówiłaś, że mi wybaczyłaś. 
- Wybaczyłam. Ale… nie zapomniałam.
Kręci głową. 
- To jakiś babski sposób, by mi to gówno wypominać do końca życia! 
Ma rację. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie mam ochoty wyciągać tego na światło dzienne za każdym razem, gdy coś mi zrobi. Chcę, by wiedział, że nie może mnie traktować, jak chce, i by uświadomił sobie, że istnieją konsekwencje jego działań. Aby wiedział, że jeśli znów coś spieprzy, będę mogła – i z pewnością to zrobię – go zostawić". s. 255

wtorek, 23 czerwca 2015

"Francuska opowieść" Krystyna Mirek


Warszawskie Targi Książki odbyły się w połowie maja. Zwiedziona wieloma przedpremierowymi zapowiedziami książek, musiałam się tam wybrać. I trafiłam na kilka perełek, które, ze względu na wyczerpującą sesję, musiały troszeczkę poczekać. Ale udało się, przeczytałam i jestem szczęśliwa, że wracam do czytelniczego świata.

Pierwszą moją zdobyczą była „Francuska opowieść” Krystyny Mirek, którą sprzedała mi Natasza Socha, o czym dowiedziałam się dopiero w domu. :D Niby proponowała mi „Maminsynka”, ale mam już tę powieść na swojej półce, więc się nie zgodziłam. Wracając do tematu, „Francuska opowieść” spodobała mi się, lecz nie obyło się bez minusów.

Pamiętacie Beatę ze „Szczęścia all inclusive”? „Francuska opowieść” jest jej kontynuacją. Beata zostawiła Kacpra i związała się z dojrzałym Jakubem. Kojarzycie Oliwię? Ona również odnajdzie swoje szczęście. Tym razem akcja dzieje się we Francji pachnącej winem. Jakub wyjeżdża tam do pracy w winiarni, Beata na wakacje, Kacper z Oliwią na dziennikarskie śledztwo. Na miejscu poznajemy hrabiego – właściciela winiarni, Aleksa oraz Marie. Losy wszystkich bohaterów zmieniają swój bieg, niektórzy zmienią stan cywilny, a inni po prostu odnajdą miłość. Zawirowana historia, która dzieje się na południu Francji, kraju, który zawsze chciałam odwiedzić.

Francja kojarzy mi się z romantycznym wypadem; z klimatem i malowniczymi widokami. Nie odnalazłam tego w książce Krystyny Mirek. Była opowieść miłosna, i to nie jedna!, dziejąca się we Francji, ale dla mnie równie dobrze mogła to być Polska. Nie odnalazłam tam tego klimatu, który wręcz pragnęłam poznać. Dodatkowo pojawiały się liczne błędy, literówki, które utrudniały czytanie. Nie wiem, jak tak cenione wydawnictwo, mogło pozwolić sobie na taki błąd. A korekta była robiona, sprawdziłam, jednak nikt nie podpisał się pod nią własnym nazwiskiem.

Jednak nie skupiajmy się na samych minusach. „Francuska opowieść” to naprawdę barwna historia. Wspaniale było wrócić do perypetii Beaty, Jakuba, Kacpra i Oliwii. To tak, jakbym wybrała się na spotkanie ze znajomymi z wakacji. Poznałam ich dalsze losy, mimo że nie spodziewałam się żadnej kontynuacji. I było warto. A wy, jeśli jeszcze nie czytaliście „Szczęścia…”, polecam byście przeczytali ją podczas słonecznego urlopu, a dopiero później opowieść z Francją w tle. To naprawdę dobra literatura kobieca, godna współczesnego czytelnika. Polecam.

Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA!

Tytuł: Francuska opowieść
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 342
Moja ocena: 7/10


niedziela, 7 czerwca 2015

"Opowiem ci" Katarzyna Meres




Kasia Meres, nasza blogowa koleżanka, jakiś czas temu napisała dwa opowiadania. Dzięki niej mogłam miło spędzić czas między jednym egzaminem a drugim. Nie czytałam książki „Dźwięki wspomnień”, ale jeżeli autorka pisała tę powieść w podobnym klimacie, to chętnie ją przeczytam. Wiem także, że Kasia jest w trakcie prac nad nową książką. Jesteście ciekawi? Ja bardzo. Bo to bardzo ambitna i pracowita osoba. Nie spoczywa na laurach i dzięki swoim pomysłom i ciężkiej pracy, udaje jej się osiągnąć cel. Cel, jaki ma większość z nas – blogerów. Mam tu na myśli dużą popularność i, oczywiście, napisanie swojej powieści.

Opowiadania, które miałam okazję przeczytać to „Opowiem ci” i „Lepszy początek”. Pierwsze opowiadanie prawdopodobnie będzie miało w przyszłości swój ciąg dalszy, czego szczerze autorce życzę. „Opowiem ci” to historia Amelii, doświadczonej staruszki, która przeżyła wojną. To w tym czasie rodzi się miłość między żydówką a esesmanem. Jak historia potoczy się dalej i co okaże się prawdą, dowiecie się sami czytając to krótkie opowiadanko.

„Lepszy początek” to natomiast historia Wiktorii, dwudziestosześcioletniej wdowy. Podczas czytania tego opowiadania złapałam chwilę zadumy. Życie tej kobiety dotknęlo mnie dogłębnie i cierpiałam razem z nią. Bardzo smutna opowieść, która ma swój happy end. Życie w niektórych momentach naszego życia ma czarne barwy. Ale z czasem może wyjrzeć słońce a los się do nas uśmiechnie. O tym jest to opowiadanie.


„Opowiem ci” jak i „Lepszy początek” to świetna recepta na zadumę nad własnym losem.  Opowieści, które mają przesłanie: po każdej burzy wychodzi słońce. I tego się trzymajmy. Bardziej literacko podobał mi się pierwszy tekst, jednak emocje jakie spowodowało we mnie drugie opowiadanie, były ogromne. Polecam Wam do przeczytania te historie. I jednocześnie zapraszam na blog Kasi.


poniedziałek, 1 czerwca 2015

"Drobne kłamstwa" Heather Gudenkauf


Ellen Moore, pracownik społeczny, zostaje wezwana, gdy w miejskim parku pod pomnikiem bogini Leto zostaje znaleziona martwa kobieta ze śpiącym u boku czterolatkiem.Ellen próbuje ustalić tożsamość chłopca. Wraz z przyjacielem, policjantem, próbują ustalić,czy morderstwo nie jest dziełem seryjnego mordercy, który trzynaście lat temu w podobny sposób zabił inną kobietę.Im bardziej Ellen angażuje się w tę sprawę, tym więcej odkrywa niepokojących śladów. Zaczyna rozumieć, że ma mało czasu.Jeśli zawiedzie i nie rozwikła zagadki, kolejna matka poniesie ofiarę.

Wielkimi krokami zbliża się sesja egzaminacyjna, i z tego powodu coraz mniej mnie w blogosferze. Mało też czytam, starając się każdą chwilę poświęcić na naukę. A że to ostatni rok, presja jest jeszcze większa. Udało mi się jednak przeczytać krótkie opowiadanie, a raczej: 82 stronicowy wstęp do innej książki, której premiera niebawem. Mówię tu o „Drobnych kłamstwach” Heather Gudenkauf. Autorki nie znałam wcześniej, ale nasze spotkanie literackie było całkiem udane. Mimo iż jestem przeciwniczką krótkiej formy, ten wstęp reprezentuje się bardzo ciekawie.

Ellen Moore to pracownik społeczny. Zostaje wezwana na miejsce zbrodni do parku pod pomnik Leto.  Zamordowana została młoda matka, a przy jej ciele znaleziono śpiącego chłopca. Czy ta sprawa ma coś wspólnego z morderstwem dokonanym trzynaście lat temu pod tym samym pomnikiem?

„Drobne kłamstwa” czyta się miło, a zbrodnia dodaje napięcia tej książce. Przeczytałam ją baaardzo szybko i czas z nią spędzony nie uważam za stracony. Już nie mogę się doczekać „Małych cudów” tej autorki, których premiera niebawem. A darmowego e-booka „Drobnych kłamstw” możecie pobrać na stronie Virtualo, Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom kryminału, jak i tym, którzy lubią powieści Jodi Picoult.

Tytuł: Drobne kłamstwa
Autor: Heather Gudenkauf
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 82
Moja ocena: 7-/10


poniedziałek, 25 maja 2015

"Blizny" Katarzyna Michalik-Jaworska


Tytuł: Blizny
Autor: Katarzyna Michalik-Jaworska
Wydawnictwo: Dobra Literatura
Liczba stron: 192
Moja ocena: 7/10


Nakładem wydawnictwa Dobra Literatura pojawiła się fenomenalna książka Katarzyny Michalik-Jaworskiej „Blizny”. Tytuł adekwatny do treści. Było smutno, momentami pojawiały się łzy, ale warto poznać tę historię. Odniosłam wrażenie, iż był to dokument kobiety, która poprzez swoje blizny z dzieciństwa i problemy dnia dzisiejszego, została alkoholiczką.

Mira miała ciężkie życie. Trudne dzieciństwo, krzywdzących ludzi wokół siebie, alkohol, przemoc. To wszystko zaznaczyło swoje piętno na dorosłym życiu kobiety. Matka opuściła ją dla NIEGO. Ojczyma, który robił wszystko, by zniszczyć jej  życie. Widziała ona śmierć swojego ojca, który powiesił się w piwnicy. Sama zaczęła pić, gdy opuścił ją mąż. Co to jest lampka wina wieczorem? Niby nic, ale to doprowadziło kobietę do zguby. To właśnie te przyjemności sprawiły, iż zepsuła sobie życie i straciła godność.  Terapia i rozdrapywanie ran zdały się na nic.


„Blizny” to dokument z życia alkoholika. Bardzo smutny dokument. Często narzekamy na swoje życie, nie zdając sobie sprawy z tego, że inni naprawdę mają gorzej. Są zniszczeni na starcie i tylko od nich zależy, jak to życie potoczy się dalej. Mirze udało się wygrać z alkoholem. Jednak jej brat stracił przez to życie. Śmierć się o niego upomniała w najmniej odpowiednim momencie. Smutne to wszystko… Cała książka taka jest, ale warto. Wywołuje wiele skrajnych emocji. Powieść wstrząsa czytelnikiem, jak mało która. Nie wiem, czy historia opisana przez Katarzynę Michalik-Jaworską zdarzyła się naprawdę, chociaż jej końcowa notka świadczy o tym, iż te historie miały miejsce w życiu jakiegoś alkoholika. Ale czy są prawdziwe, czy ubarwione? Chciałabym powiedzieć, iż jest to historia oparta na faktach, bo takie ma się wrażenie podczas czytania. Jeśli lubicie takie historie, bierzcie tę książkę w ciemno. Jest to również powieść dla tych, którzy lubią „mocne” propozycje literackie. Ta taka właśnie jest. Wstrząsa czytelnikiem i zostaje w głowie na długo.




wtorek, 19 maja 2015

"Maybe someday" Colleen Hoover


Miałam to szczęście i jeszcze przed premierą udało mi się przeczytać najnowszą książkę Colleen Hoover, czyli królową New Adult, której książki pokochałam bezgranicznie. Tym razem miałam przyjemność zrecenzować „Maybe someday”. Czy królowa spełniła moje oczekiwania? I tak, i nie. O plusach i minusach tej powieści opowiem Wam za chwile. Teraz co nieco o treści.

Sydney studiuje i ma nadzieję na samodzielne życie bez pomocy rodziców. Ma również kochanego faceta i mieszka z najlepszą przyjaciółką. Pewnego dnia dziewczyna wychodzi na balkon, by posłuchać tajemniczego mężczyznę, który każdego wieczoru gra na gitarze. Gdy on zauważa, że ona go obserwuje, piszę na kartce swój numer telefonu z prośbą o kontakt. Nieznajomym mężczyzną okazuje się być Ridge, współtwórca zespołu muzycznego. Zauważył, iż Sydney nuci słowa do jego nowych utworów, a on ma właśnie niemoc twórczą. Gdy nawiązują kontakt, dziewczyna wysyła mu swój tekst, a on zamierza go wykorzystać. Wszystko zaczyna nabierać barw, aż tu nagle Syd dowiaduje się, że jej ukochany ma romans z przyjaciółką. I nie ma się gdzie podziać. Do domu nie wróci, a na samodzielne mieszkanie jej nie stać. Ridge zaprasza ją do siebie; ma wolny pokój. Sydney nie ma wyboru, zgadza się. Para zaczyna się w sobie zakochiwać. Jest tylko jeden problem: Ridge ma dziewczynę…

„Maybe someday” to świetna książka, poruszająca trudne tematy. Okazuje się, iż Ridge jest głuchy. Porozumiewa się za pomocą SMS-ów. Jak to się stało, iż gra w zespole i tworzy muzykę? Nauka, nauka, nauka. Powieść napisana jest lekkim piórem i czyta się ją naprawdę szybko. Inspiruje i jest dowodem na to, iż lepsze jutro kiedyś nadejdzie. Nadejdzie prawdziwa miłość i wytrwa wszystkie złe chwile. Do książki została specjalnie nagrana muzyka przez Graffina Patersona. Polecam jednocześnie czytać i słuchać. Świetna powieść, jeszcze lepsze muzyka. Czy znalazłam jakieś minusy? Oczywiście. Denerwował mnie Rigde, główny bohater. Wkurzał mnie, bo nie mógł się zdecydować na jedną z dziewczyn. Lawirował między Meggie a Sydney i twierdził, że kocha je jednocześnie. Ten minus zaczął mi doskwierać pod koniec powieści. Przez to nieco obniżam ocenę tej książce, która mimo wszystko jest naprawdę dobra i warto ją przeczytać. Polecam.


Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA.

Tytuł: Maybe someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 440
Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 11 maja 2015

"Córeczka" Liliana Fabisińska



Nigdy nie wiemy, kiedy złapiemy jakiegoś wirusa, kiedy poważnie zachowujemy. A co wtedy, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że jesteśmy nosicielami wirusa HIV? Nie znam osoby, która bez żadnego powodu, zrobiła sobie test. A podobno 50% nosicieli tego wirusa, wcale nie wie, że go ma. No bo jak to? Na AIDS chorują tylko geje i prostytutki. Guzik prawda! „Córeczka” Liliany Fabisińskiej otwiera nam oczy na poważny problem. Zwraca uwagę na chorobę, którą może mieć w sobie każdy z nas, pomimo prowadzenia spokojnego trybu życia. Co może być przyczyną? Chociażby partner z przeszłości, bądź niezobowiązująca historia. Ale wróćmy do samej powieści…

Agata jest w szczęśliwym związku z mężczyzną, którego kocha. Ma również wspaniałego synka, Filipa. Jej spokój burzy dzwonek do drzwi, jedna niezapowiedziana wizyta, powrót do przeszłości. To wszystko zaburzy jej harmonię, gdy drzwiach pojawia się Zuzanna, córka jej kochanka sprzed lat. Kropeczka. Życie Agaty wywróci się do góry nogami, gdy ta nowoprzybyła nastolatka wyjawi jej sekret. I poprosi o pomoc, a to wszystko w utrzymanej tajemnicy. Sprawnie i dyskretnie, ponieważ nikt nie może się dowiedzieć, że Agata może być zarażona HIV.

„Córeczka” to fantastyczna lektura dla każdego, którego „problem nie dotyczy”. Autorka namawia swoich czytelników do wykonania właśnie takiego badania, które może uratować niejedno życie. A żeby być zarażonym, wcale nie trzeba się prostytuować. Na tę chorobę cierpią spokojnie żyjący ludzie, którzy w swoim życiu nie mieli wielu przygód. Wystarczy ten jeden raz bez zabezpieczenia.

Historia opisana w powieści Liliany Fabisińskiej jest szokująca i momentami wywołuje w nas dreszcze. Jednak wiele możemy bohaterce zazdrościć: w młodości przeżyła szaloną miłość, zaś teraz na spokojne i ustabilizowane życie u boku partnera, który ją bardzo kocha i szanuje. Wgląd w rodzinę Agaty i Marcina wydaje nam się sielankowy, i tę sielankę burzy Zuzanna. Przychodzi ze złą wiadomością: jej ojciec miał wypadek, leży w śpiączce, a w dodatku jest zarażony wirusem HIV. Dziewczyna została sama. Ale przyjechała ostrzec Agatę, by i ta zrobiła test, bo równie dobrze może być zarażona. „Córeczka” przekonuje nas o tym, że z HIV można żyć. Nasza medycyna poszła kilka kroków do przodu. Nie bójmy się zrobić testu. W ten sposób możemy uratować swoje życie.

Czytając „Córeczkę” początkowo miałam wrażenie jakbym cofnęła się do „Pierwszej na liście” Magdaleny Witkiewicz. Powieści zaczynają się niemal identycznie, ale dotyczą zupełnie innego problemu, innej choroby. Obydwie są mądrze I pięknie napisane. W dodatku czyta się je szybko i przyjemnie. Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam „Córeczkę” Liliany Fabisińskiej.


Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA.

Tytuł: Córeczka
Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 416
Moja ocena: 7/10

środa, 6 maja 2015

"Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia. Tom II" Agnieszka Lingas-Łoniewska


Zachwycona zbliżającą się premierą książki mojej ulubionej autorki, postanowiłam przeczytać poprzednie dwa tomy z serii. Oczywiście, chodzi o Agnieszkę Lingas-Łoniewską i jej serię chorwacką. Tak, z niecierpliwością czekam na historię Gabrysi. Powieść podobno jest piękna... Jednak zanim do tego dojdziemy, zagłębmy się w drugim tomie. „Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia. Tom II”.

Powieść nawiązuje do opowieści o drugiej siostrze Skotnickiej – Zofii. Zuza i Zofia są bliźniaczkami, różni je jednak niedługi czas od narodzin, ale to Zosia jest młodsza. Nie będę dużo pisała Wam o treści, napomnę jedynie, iż historia Zosi wstrząsnęła mną na potęgę i, szczerze mówiąc, nie wiem, co bym zrobiła na jej miejscu. Spisek, tajemnica… to wszystko wychodzi na jaw. Po co? Po to, by bohaterka wreszcie znalazła szczęście. I je odnajdzie, ale jakim kosztem?


Seria chorwacka lub lawendowa, jak czasami lubię ją nazywać, cofa czytelnika do wspomnień o pierwszej miłości. Moja była pełna i piękna, dlatego uwielbiam tę serię. Zofia po latach odnalazła swoją pierwszą miłość i chętnie by się w tym wszystkim zatraciła. Ale ma męża, dzieci… Jednak po jakimś czasie okazuje się, iż mąż ma coś na sumieniu. I od razu zaznaczam, iż nie jest to inna kobieta! Tak jak wspomniałam wcześniej, historia Zofii jest wstrząsająca, ale z happy endem. Wszystko kończy się dobrze i kolejna z sióstr Skotnickich odnalazła swoje szczęście. Jak będzie z Gabrysią? Zapowiada się ciekawie. Teraz jedynie wystarczy czekać na premierę i brać się za czytanie. I pamiętajcie: pierwsza miłość nie rdzewieje. Polecam.

Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA.

Tytuł: Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia
Autor: Agnieszka Lingas- Łoniewska
Wydawnictwo: Nowae Res
Liczba stron: 223
Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" Agnieszka Lingas-Loniewska



„Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna” to pierwszy tom najnowszej chorwackiej serii autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, mojej ulubionej polskiej autorki. Mówiłam już Wam, byście brali jej książki w ciemno? Nie żartowałam. Autorka zachowała swój styl i lekkość pióra, mimo że ta seria diametralnie różni się od innych. Czym ty razem zaskoczy Lingas-Łoniewska? Spowoduje w nas wspomnienia dotyczące pierwszej, prawdziwej miłości. Czułam się wspaniale czytając tę powieść.

Zuzanna Skotnicka to główna bohaterka pierwszego tomu chorwackiej serii; wprowadza czytelnika w piękny, słoneczny świat Dalmacji. Pomijam fakt, iż nigdy nie byłam w tym miejscu, ale teraz zapragnęłam tam być. Zuza to pracoholiczka, pnie się po szczeblach kariery i jest już niemal na szczycie, gdy jej siostry organizują wypad do Chorwacji do jednej z nich – Gabrysi. Będąc już na miejscu, najstarsza siostra Skotnicka, spotyka swoją dawną miłość sprzed szesnastu lat. Czy miłość się odrodzi? Można zakochać się drugi raz w tym samym człowieku? Jak widać, pierwsza miłość ma silną moc rażenia. I to właśnie lubię w twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.


Chorwacka seria to, jak do tej pory, dwie króciutkie książeczki (zaledwie dwieście stronic), ale jakże miłe w odbiorze. Przyznam się szczerze, iż udało mi się obydwa tomy przeczytać jednego dnia, więc niebawem zjawi się recenzja drugiego tomu, opowiadająca historię drugiej siostry Skotnickiej: Zofii. Zapowiada się niezła dawka emocji i wyczekiwanie na trzeci tom. Odnośnie historii Zuzanny - nie mam zastrzeżeń. Lubię twórczość autorki i to się nie zmieni. Seria wypada nieco słabiej na tle innych wspaniałości tej autorki, ale muszę przyznać, że bardzo miło mnie zaskoczyła. Przenosimy się w zupełnie inny świat, w dodatku autorka opowiada nam o miłości bohaterów, która ma szansę odżyć po straconych latach. Utwór napisany ciekawie, w sam raz na plaże ( a wakacje tuż tuż). Polecam wszystkim miłośnikom twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej oraz tym, którzy pragną poczuć odrobinę ciepła, a gorąca Dalmacja jest do tego idealna.


Książa bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA


Tytuł: Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna
Autor: Agnieszka Lingas- Łoniewska
Wydawnictwo: Nowae Res
Liczba stron: 228
Moja ocena: 7/10

piątek, 24 kwietnia 2015

"W zapomnieniu" Agnieszka Lingas-Łoniewska


Jakiś czas temu ogłosiłam na blogu, iż pragnę przeczytać wszystko, co wyszło spod pióra Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. I pewnego dnia wróciłam z biblioteki obłożona książkami. W ten sposób trafiła do mnie powieść „W zapomnieniu”, która zbiera same pozytywne recenzje. Czy warta zachodu? Przekonajcie się.

Agnieszka Lingas-Łoniewska nie pierwszy raz podbiła moje serce. Jej „Brudny świat” to utwór, który będę wspominać długo; „Bez przebaczenia” – rewelacja!; „W szpilkach od Manolo” była moją pierwszą przeczytaną książką tej autorki; „Zakręty losu” również mnie zachwyciły, a „Szósty” jest nieco podobny do „W zapomnieniu”, ale tylko z uwagi na nazwisko: Langer. Gdybym miała wybrać, która z tych książek jest najlepsza, byłoby ciężko, ponieważ każda ma w sobie to COŚ i jest znakomita.

Zaczęłam czytać „W zapomnieniu” z ogromną nadzieją. Czytam, czytam i nagle się okazuje, że gdzieś to już słyszałam – znam kogoś o takim nazwisku jak bohater książki: Michał Langer. Ale skąd? Przecież nie z rzeczywistości. Musiałam go poznać jako bohatera jakiegoś filmu czy powieści. Dopiero później do mnie dotarło, że ów Michał, jest starszym bratem Marcina z „Szóstego” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. I wtedy to dopiero była uczta!

Magda Lasocka wraca do Wałbrzycha, zapomnianego miasteczka, w którym nie ma przyszłości, a mieszkańcy wszystko o sobie wiedzą. Znam to z autopsji.  Magda skończyła studia i wraca, by podjąć pracę szkolnej pedagog. I już pierwszego dnia poznaje Michała Langera, miejscowego gangstera, który szarpie swojego dziesięcioletniego brata, Marcina. Następnego dnia ten ostatni ląduje u niej na dywaniku i cała historia się zaczyna. Michał zostaje wezwany do szkoły, nawiązuje się romans pomiędzy nim a główną bohaterką, a gdy miłość bucha drzwiami i oknami, coś w ich życiu ulega zmianie: ona zachodzi w ciąże a on… trafia do więzienia. Czy uda im się przetrwać w ciężkich i niebezpiecznych czasach? Czy ich miłość wytrwa? Czytajcie, czytajcie, czytajcie, bo z odpowiedziami na te pytania może być trudno, gdyż autorka ma dar pisania zaskakujących zakończeń, ale i takich z happy endem. Do której kategorii zakwalifikujemy tę powieść? Przekonajcie się sami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska chyba nigdy mnie nie zawiedzie. Śmiem twierdzić, iż jest to moja ulubiona autorka, która pisze ze smakiem i rozmachem. Podczas lektury jej książek nie ma czasu na nudę – tam ciągle dzieje się coś zaskakującego. Burza emocji gwarantowana. A mi pozostaje cieszyć się, iż taka autorka jest i nadal tworzy swoje wspaniałe powieści. A każdą z nich biorę w ciemno! Polecam.


Tytuł: W zapomnieniu
Autor: Agnieszka Lingas- Łoniewska
Wydawnictwo: Nowae Res
Liczba stron: 340
Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

"Zachcianek" Katarzyna Michalak


Zapraszam Was na recenzję książki Katarzyny Michalak „Zachcianek”, czyli kontynuację „Poczekajki”. Jeżeli nie czytaliście pierwszej części tej serii, to omińcie ten fragment, ponieważ powiem co nieco o treści tego utworu. Patrycja, młoda pani weterynarz stanęła przed trudnym wyborem: którego księcia wybrać? Wybór padł na Gabriela, który był facetem wyśnionym, wprost z marzeń, ale kim okazał się po roku życia u boku Patrycji? Stał się zgorzkniały, zimny i… bardzo władczy. Gdy sprowadza na dziewczynę niebezpieczeństwo, w jej obronie staje Łukasz, który w „Poczekajce” tak bardzo ją zranił. Czy dziewczyna da mu szansę? Czy zrozumie, iż zachowanie Gabriela jest złe? A może Gabriel się zmieni? Czy wreszcie Patrycja, ta naiwna istota, coś zrozumie? Tego nie zdradzę, powiem jedynie, że powieść kończy się ślubem. Z kim? Dowiecie się, czytając powieść. Kończy się również wydaniem książki przez bohaterkę. Ten wątek chyba najbardziej mnie zaciekawił.

Katarzyna Michalak to pisarka kiedyś przeze mnie ubóstwiana. Teraz? Średnio to widzę. Jej książki już straciły swój urok, a może to ja wyrosłam ze słabych książek? Sięgnęłam po „Zachcianek” bo chciałam poznać dalsze losy bohaterki. I tak zrobię też z „Zmyśloną”, czyli ostatnią książką z serii „Słoneczna trylogia”. Przemęczyłam, przemęczyłam, ale wreszcie skończyłam. Nie wiem, co się dzieje, ale była to dla mnie katorga. Nie potrafiłam się przy tej powieści zrelaksować i nic dobrego z tego nie wyszło. Jedynie moja irytacja bohaterką. Wspomnę, iż była to irytacja ciągle pogłębiająca się. Nie wiem, czy jeszcze jakaś książka tej autorki mnie zachwyci; słyszałam, że została wydana jej nowa powieść „Nie oddam dzieci”. Podobno wstrząsający utwór, na długo pozostający w pamięci. Ale czy ruszy moje zimne już serce na prozę tej autorki? Nie sądzę, ale chętnie się o tym kiedyś przekonam i będę wyczekiwała egzemplarza bibliotecznego. A teraz, gdy pomyślę, że przede mną jeszcze „Zmyślona” to szlag mnie trafia, ale chcę to już mieć za sobą, a może rozczaruję się… pozytywnie?

Tytuł: Zachcianek
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 368
Moja ocena: 6-/10

Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA

wtorek, 14 kwietnia 2015

"Zakręty losu" Agnieszka Lingas-Łoniewska


Agnieszka Lingas-Łoniewska uwiodła mnie nie po raz pierwszy swoją powieścią. Jej utwory zawsze zakorzenią się w moim sercu i są świetną odskocznią od rzeczywistości. Powieści tej autorki można brać w ciemno. Każda z nich ma w sobie coś niezwykłego, co poruszy nawet najbardziej sceptycznego czytelnika. Tym razem w moje ręce wpadła trylogia o braciach Borowskich, a za mną już tom pierwszy. Już teraz jestem zachwycona. Ciekawe, co będzie później. Uwierzcie mi, książki Lingas-Łoniewskiej uzależniają. Sama pragnę przeczytać wszystko, co wyszło spod pióra tej autorki i jestem coraz bliżej celu. Trzymajcie za mnie kciuki! A teraz nieco o książce…

Katarzyna Matczak wraz z ojcem sprowadza się do nowego miejsca. Do miejsca, gdzie mieszka jego nowa żona z córką. Dziewczyny są w tym samym wieku, lecz nie pałają do siebie miłością. Kasia postanawia zwiedzić okolicę i wybiera się pobiegać do parku. Tak poznaje Krisa. Wpadają na siebie i od tej pory wiedzą, że są dla siebie stworzeni. Jest tylko jeden problem: on ma dziewczynę. A jest  nią przyrodnia siostra dziewczyny, Gosia. Co zrobi Krzysiek, by być z Kaśką, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia? Co łączy go z Gośką? Jakie relacje są między Łukaszem – starszym bratem Krzyśka – a Małgosią? Łączy ich przeszłość, a połączy przyszłość i los, po to, by sprowadzić dziewczynę na samo dno narkotycznego świata, a jemu da ocalenie i możliwość nowego życia. Jak na to wszystko zaopatrują się Kaśka i Krzysiek? Czy będą razem? Kim staną się w przyszłości? Jak wydarzenia z przeszłości wpłyną na ich dalsze losu? Po prostu przeczytajcie!

„Zakręty losu” to tom pierwszy trylogii opowiadający o braciach Borowskich. Ta historia od razu zawładnęła moje serce i będę ją polecać każdemu. Piękna opowieść o miłości. Ale uwaga: to nie jest zwykły romans. To utwór z nutką światka gangsterskiego, narkomanów oraz ludzi staczających innych na samo dno. Jak to jest zakochać się w gangsterze, który może doprowadzić cię do śmierci? – Jak w przypadku Gosi i Łukasza. A jak to jest być zakochaną w bracie gangstera, którego uczynki sprawiają, że grozi ci mafia? O tym już przekona się Krzysiek i Kasia.

„Zakręty losu” to barwna historia, którą się „łyka”. Czytasz i nie możesz przestać. Widać, od dłuższego czasu bardzo brakowało mi tak dobrej książki. A w dodatku ta autorka... ona nigdy mnie nie zawiedzie. Czekam na nowe książki w stylu: romans z wątkiem kryminalnym. A najlepiej całą serię. Bo są one lekarstwem na dusze. Nie, nie, nie przesadzam! Polecam tę powieść każdemu. Nie może się Wam nie spodobać. Gwarantuję miło spędzony czas z fantastyczną książką. A ja biorę się już za tom drugi. Was też zachęcam. Miłej lektury!


Tytuł: Zakręty losu
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Nowae Res
Liczba stron: 352
Moja ocena: 8/10


Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA

piątek, 10 kwietnia 2015

"Zaplątani" Emma Chase


Gdy usłyszałam o premierze książki Emmy Chase nie mogłam się opanować i czekałam z niecierpliwością. A gdy trafiła do księgarni, od razu musiałam ją mieć i to chyba jedna z nielicznych książek, które zaczęłam czytać od razu. I cieszę się, że kupiłam ją tego dnia, bo tydzień później wydawnictwo ogłosiło, że wszystkie egzemplarze zostały wysprzedane. Na szczęście przewidziano dodruk i nie było problemu. A „Zaplątanych” powinien przeczytać każdy. A przynajmniej każdy osobnik płci pięknej.

Drew Evans skacze z kwiatka na kwiatek. Ma on kobiet na pęczki i takie beztroskie życie mu odpowiada w stu procentach. Do czasu, gdy spotyka Kate Brooks, filigranową piękność, która zaczyna pracę w firmie Evansa. Prosta historia? Powtarzalność? Tak może pomyśleć ktoś, kto nie czytał tej książki. „Zaplątani” to zupełnie inna powieść!  Co prawda, Kate ma narzeczonego i można powiedzieć, iż jest w szczęśliwym związku. Ale to Drew pokaże jej czym jest prawdziwe szczęście. I wiecie co? Życzę wszystkim takiego uczucia, jakie połączyło bohaterów tej powieści. Evans zwraca się bezpośrednio do swoich czytelniczek, opowiadając im swoją historię. Dzięki takiemu zabiegowi wiemy, co tak naprawdę myślą faceci. I podczas czytania historii tej wspaniałej dwójki bohaterów, często miałam wrażenie, iż to mężczyzna jest autorem „Zaplątanych”. Nic bardziej mylnego. J  Czy Drew zdobędzie swoją ukochaną i uda mu się wytrwać w stałym związku bez skoków w bok? O tym w drugiej części, a ja już nie mogę się doczekać, by poznać kontynuację losów Drew i Kate.

„Zaplątani” to barwna i zabawna historia widziana oczami mężczyzny, a pisana ręką kobiety. Idealna na odprężenie i relaks po ciężkim dniu. Gwarantuję salwy śmiechu. Mile wspominam czas spędzony z tą lekturą i z pewnością kiedyś do niej wrócę. Przeprzeprzecudnowna książka! 


Tytuł: Zaplątani
Autor: Emma Chase
Wydawnictwo: FILIA
Liczba stron: 384
Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM OPASŁE TOMISKA

środa, 8 kwietnia 2015

"Dziennik" Anne Frank


„Dziennik” Anne Frank zaczęłam czytać z czystej ciekawości. Miałam na celu dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy, jakie bohaterka przeżyła podczas wojny. Spisywała ona prawie każdego dnia swoje myśli, zaadresowane do wymyślonej przyjaciółki. Jednak czy jest to książka, która zadowoli dociekliwego czytelnika?

Anne Frank to trzynastoletnia dziewczynka, która, jako żydówka, musi ukrywać się wraz ze swoją rodziną. Opisuje codzienne czynności, jakie wykonuje się w ukryciu, podaje niezbyt smaczne przepisy i przede wszystkim Anne wyznaje czytelnikom myśli i odczucia, jakie przeżywa dziecko w czasie wojny. Bohaterka, a zarazem „mówczyni” to osoba autentyczna, a jej historia nie jest wymyślona. Ojciec dziewczyny, któremu udało się przeżyć wojnę, znalazłszy dziennik córki, postanowił go zredagować i wydać. Anne Frank zmarła w 1945 roku na tyfus, kilka miesięcy przed wyzwoleniem.

Książka, która jest ciekawym dziełem pod względem autentyczności, okazała się niezbyt ciekawą lekturą w odbiorze. Poza tym… no cóż, Anne nadal była dzieckiem. Nieco rozchwianym emocjonalnie, czasem zrównoważonym. Z jednej strony cenię ten dziennik, zaś z drugiej przychodzą mi na myśl dziwne odczucia, jakie miałam podczas czytania książki. A czytałam ją bardzo długo. Teraz cieszę się jedynie, że mam to już za sobą. A „Dziennik” polecam każdemu miłośnikowi historii!


Tytuł: "Dziennik”
Autor: Anne Frank
Wydawnictwo: ZNAK
Liczba stron: 320
Moja ocena: ?