piątek, 4 lipca 2014

"Teraz i na zawsze" Nora Roberts


Nora Roberts to pisarka przeszło dwustu romansów, powieści obyczajowych i kryminalnych. Jest znana na całym świecie, bo jej powieści zostały przetłumaczone na wiele języków i wydrukowane w ponad czterystu milionach egzemplarzy. Każdy z nas z pewnością zna powieści tej autorki lub o niej po prostu słyszał. Ja z jej prozą spotykam się nie po raz pierwszy, ale czy ktoś piszący powieści na taka skalę może napisać coś wartościowego?

„Teraz i na zawsze” Nory Roberts to pierwsza część trylogii Boonsboro. Boonsboro to małe miasteczko, do którego jakiś czas temu wróciła Clare z trójką dzieci. Po śmierci męża, postanowiła wrócić w rodzinne strony. Tam otwiera swoją księgarnię i zyskuje wielu przyjaciół. Po drugiej stronie ulicy stoi stary hotel, który postanawia odnowić rodzina Montgomerych. Beckett to mężczyzna, którego życie towarzyskie upływa na rozmowach o postępach w hotelu, przy piwie i pizzy. Ale tak się dzieje do czasu, kiedy Clare trafi na Becketta. On, zakochany w niej od piętnastego roku życia, musiał tłumić swoje uczucie, gdyż ona związała się z Clintem, jego dobrym znajomym z czasów szkolnych. Gdy kobieta zafascynowana jest przebudową starego hotelu, nie zauważa, że zaczyna się fascynować również Beckettem Montgomerym. Zaczynają chodzić na niewinne randki i ich uczucie się rozwija. Jednak wszystko psuje Sam Freemont, zadufany w sobie mężczyzna, który myśli, że władzą i pieniędzmi może zdobyć wszystko.

„Teraz i na zawsze” Nory Roberts to powieść, którą czytało mi się bardzo dobrze. Jednak uważam, że wydawca z tyłu książki zbyt wiele zdradza z fabuły. Opowiedziana jest tam praktycznie cała treść, a książka nie zaskakuje czytelnika swoją różnorodnością. Dlatego, jeśli macie zamiar przeczytać tę powieść, darujcie sobie opis wydawcy. Zdradza on zbyt wiele, a my jesteśmy rozczarowani. W dodatku historia staje się zbyt przewidywalna.

Ogromnym plusem tej książki jest księgarnia, w której dużo jest o książkach, ale pozytywnie zaskoczyła mnie autorka nadając pokojom hotelu Boonsboro imiona romantycznych par z literatury klasycznej. Zabieg, którego użyła Nora Roberts sprawił, że zapisywałam sobie tytuły książek, które muszę przeczytać, by nadrobić zaległości.

Jak widzicie, książka ma swoje plusy i minusy, ale warto ją przeczytać, gdy chcemy po prostu odpocząć po ciężkim dniu. Jestem bardzo ciekawa kolejnych części i tego, jaką historię autorka nam opowie. Zastanawiam się również, czy będą to dalsze losy Clare i Becketta, czy może drugoplanowych postaci? Niedługo się o tym przekonam i Wam tez polecam. Może Nora Roberts nie jest odkrywcza, ale warto poznać prozę autorki, która znana jest na całym świecie. Jej książki czyta się szybko i przyjemnie. Polecam.

Moja ocena:  7-/10


Książka bierze udział w wyzwaniu:

wtorek, 1 lipca 2014

"Brudny świat" Agnieszka Lingas - Łoniewska


„Brudny świat” Agnieszki Lingas – Łoniewskiej to książka, przed którą długo się broniłam. Nie rozumiałam dlaczego autorka tak długo zwlekała z wydaniem powieści w Polsce skoro w USA ukazała się ona cztery lata temu. I jeszcze ten opis z tyłu książki: „Jednak z najpopularniejszych fan fiction”. Uznałam, że to zdecydowanie nie dla mnie. Ale gdy zobaczyłam tę książkę na półce w bibliotece, uznałam, że nic nie tracę, a jeśli mi się nie spodoba, po prostu ją oddam. Zaczęłam czytać i… wsiąknęłam.

Historia „Brudnego świata” ukazana jest z dwóch punktów widzenia. Narratorami są, na przemian, Tommy Cordell, sławny rockman swoich czasów oraz Kathrina Russell. Kati trafia do zespołu Tommy`ego przypadkiem. Spodobała się na tyle, że będzie pisać teksty do piosenek dla Semtexu, najpopularniejszego zespołu, którego wokalistą jest Tommy i jego brat Trevol.

Tommy Cordell to zepsuty do szpiku kości człowiek, który myśli, że cały świat należy do niego. Może i tak jest, bo za pieniądze i dzięki swojej popularności ma wszystko, czego mu do szczęścia potrzeba. Czyli dwie panienki w swoim łóżku, które znalazły się tu z nim po udanej imprezie. Jednak mężczyzna jednego mieć nie może. Kathriny Russell. Gdy proponuje jej seks, ta szybko opuszcza jego pokój. Zaintrygowała go tym. A on? Zaczął częściej o niej myśleć. Dzięki temu, że Kati była niedostępna, zwróciła na siebie uwagę. Ale czy coś połączy tych dwojga? Czy Tommy Cordell jest zdolny, by kochać?

Kati Russell i Tommy Cordell to postacie, których pełno w literaturze. A mimo wszystko Agnieszka Lingas – Łoniewska stworzyła ich na swój sposób. Bohaterowie dzięki temu są jedyni w swoim rodzaju. A książka to nie jest zwykły romans. To coś więcej. Postacie odkrywają przed sobą swoją ciężką przeszłość, co również prowadzi do tego, że czytelnik łapie się za głowę myśląc: „Jak do tego mogło dojść?  Dlaczego nikt nie zauważył, że w tej rodzinie tak się dzieje?”. Książa pod wieloma względami jest niesamowita, ale ten wątek wstrząsa czytelnikiem. Prowadzi to do tego, że bohaterowie „Brudnego świata” stają się naszymi przyjaciółmi. To za sprawą świetnie wykreowanych postaci, a do tego autorka ma zdecydowanie talent. Zostaje mi jej jedynie podziękować za tak fenomenalną powieść.

Nie mogę Wam teraz powiedzieć, która z książek Lingas – Łoniewskiej jest moją ulubioną. Czytałam już prawie wszystkie jej powieści i każda ma w sobie to coś, co stawia ją wysoko w rankingu moich ukochanych książek. Jednak „Brudny świat” góruje. I to dzięki zakończeniu. Pani Agnieszko, jak pani mogła?! Podczas czytania epilogu łzy płynęły mi ciurkiem, a gdy uświadomiłam sobie, co stało się z bohaterami, byłam bezradna. Jeżeli macie ochotę na świetną powieść, przy której możecie sobie popłakać i przy okazji świetnie się bawić, przeczytajcie obowiązkowo. A ja będę ją polecać każdemu, przy każdej okazji. Bo gdybym miała wymienić dziesięć swoich ulubionych książek, znalazłby się tam właśnie „Brudny świat”.

Moja ocena: 8+/10

wtorek, 24 czerwca 2014

"Szczęściara" Kristyn Kusek Lewis


Rzadko zdarza się, że doceniamy swoje życie. Nawet, jeśli ono nie jest wcale takie złe. Uważamy, że inni mają lepiej a tylko nam, nieidealnym, zdarzają się problemy. Trawa u sąsiada zawsze będzie bardziej zielona i równo przystrzyżona. Często łapiemy się na tym, że zazdrościmy komuś łatwiejszego życia, samochodu, pieniędzy, wcale nie znając jego historii i przeżyć. Bo to, co pokazują ludzie na co dzień, jest maską.
Historia tej powieści daje do myślenia. Lecz, mimo że to grube tomisko, mało się w niej dzieje. Plusem jest to, że daje ona do myślenia, każe nam się zatrzymać na chwilę i zastanowić. „Szczęściara” opowiada historię trzech kobiet, które złączone węzłem przyjaźni, znają się niemal od zawsze. Wawerly, która jest tu narratorem, prowadzi piekarnię, która kojarzy mi się z tą z Dworca Gdańskiego w Warszawie. Kobieta zaczyna mieć problemy finansowe. Popada w długi, nie mówiąc o tym nawet swojego narzeczonemu. Zazdrości swoim przyjaciółkom, których życie z pozoru jest idealne. To kobiety, które nie muszą się martwić o finanse. Są zabezpieczone do końca życia, a Wawerly? Zaczyna popadać w obłęd. Jednak do czasu, aż dowie się prawdy o swoich najbliższych.
Kate i jej mąż to wymarzone małżeństwo. On ma szansę zostać gubernatorem Wirginii. Ona wydaje się być tym faktem urzeczona, ale nie wiadomo, co czuje i skrywa pod maską zachwycenia. Wkrótce okazuje się, że jej wyśniony mąż ma kochankę, a Kate pakuje jego rzeczy i wyrzuca z mieszkania. Nie chce go znać. I wcale jej się nie dziwię.
Amy to świeżo upieczona mama malutkiej Emmy. Jako jedyna z przyjaciółek ma dziecko i jest z tego dumna. Ma również wspaniałego męża, a jej marzenie o spełnionej rodzinie się spełniło. Ale czy wszystko w ich życiu jest kolorowe, jakby mogło się wydawać? Gdy Wawerly niespodziewanie zjawia się w domu Amy, widzi ją ubraną w dres i bez makijażu, co kobiecie nigdy się nie zdarza, i w dodatku… posiniaczoną. Mike boje ją od trzech lat. Dlaczego Wawerly i Kate tego nie zauważyły?
„Szczęściara” to książka dla każdej z nas, która dąży do perfekcyjności. Niesie ona ze sobą wiele przesłań a także porusza ciężkie tematy, którymi jest zazdrość, kłopoty finansowe, zdrada, samotność, przemoc fizyczna i psychiczna. To powieść, która pozwala nam na to, by usiąść i zastanowić się nad swoim życiem. Zaczynając ją czytać, ma się wrażenie, że to zwykły romans. Lecz nic bardziej mylnego! To świetnie napisana powieść obyczajowa, dotykająca problemy współczesnych kobiet. A mimo że książka jest dość „opasła”, czyta się ją szybko i przyjemnie, a do samej lektury zachęciła mnie jedna z moich ulubionych autorek, Magda Witkiewicz: „To książka o każdej z nas i o naszych kobiecych przyjaźniach, bez których nie wyobrażam sobie życia! Przeczytajcie, polecam, naprawdę dobra powieść”. I ja się z tymi słowami zgadzam w stu procentach!
Moja ocena 6+/10


środa, 28 maja 2014

"Bez przebaczenia" Agnieszka Lingas-Łoniewska


Agnieszka Lingas-Łoniewska to jedna z najpoczytniejszych pisarek w Polsce. Jej proza obejmuje nie tylko kryminały, ale także powieści obyczajowe, fantastykę, a nawet romans. W kręgu czytelniczym jest najbardziej lubianą autorką wielu bestsellerów, a jej każda nowość jest wyczekiwana przez fanów. Ja takim czytelniczym fanem Agnieszki Lingas-Łoniewskiej stałam się za sprawą książki „Bez przebaczenia”, która wciągnęła mnie bez reszty. Zarwałam przez nią wiele nocy, ale było warto.
Paulina Litwiak trafia do domu, do miejscowości oddalonej o czterysta kilometrów od jej miejsca zamieszkania. Trafia pod dach człowieka, który przez osiemnaście lat się nią nie interesował. A teraz wyobraża sobie, że ma do niej wszelkie prawa. Matka dziewczyny wraz z braciszkiem i partnerem zginęli w wypadku, dlatego Paulina zamieszka u ojca i będzie pod jego opieką. Sprawy nie wyglądają tak łatwo, jakby mogło się wydawać. Paulina odzyskała chwilową uwagę ojca, ale nie zaznała zrozumienia z jego strony.
Adam Latkowski to wojskowy, żyjący wedle rygorystycznych zasad. Gdy sprowadza swoją córkę do rodzinnego domu, od pierwszego dnia jej nie toleruje. Nie zaznają zrozumienia, mimo że są dla siebie najbliższymi ludźmi. Przynajmniej są nimi z pozoru. Bo Paulina nie może przyzwyczaić się do zasad panujących w tym domu i nienawidzi ojca za to, że zabrał ją ze szkoły, w której dziewczyna miała w tym roku robić maturę, miała swoich przyjaciół i znajomych. Osiemnastolatka trafia do miasta, w którym żyje się zupełnie inaczej niż w reszcie świata; tu każdy wojsku poświęca swoje życie. Wojsku i zasadom w nim panującym.
Paulina, mimo że nie może pogodzić się z decyzją ojca, musi się zaklimatyzować w nowym miejscu. Czas zajmuje nauką i chodzeniem do biblioteki, w której przesiaduje całymi dniami, nie chcąc wracać do domu. Tam poznaje przystojnego Piotra Sadowskiego. Tylko, że on pracuje z jej ojcem. Paula nie może pogodzić się z faktem, że zakochuje się w wojskowym, ale… miłość nie wybiera. Dziewczyna podchodzi do związku z dystansem, a po czasie zatraca się w nim zupełnie. Terryzowana przez ojca nie wierzy, że może ułożyć sobie życie z Piotrem. A on staje się dla niej oparciem i nadzieją na lepsze jutro. Ich miłość rozwija się stopniowo, małymi kroczkami, ale zmierza do wielkiego uczucia, które zagości w ich życiu na długo.
Para rozstaje się ze sobą z powodu pewnej Zośki, która zakochana w Sadowskim, robi wszystko, by ich rozdzielić. Mężczyzna po rozstaniu z Pauliną wyjeżdża na roczną misję do Brukseli. Gdy dziewczyna chce się z nim skontaktować, poradzono jej, by napisała do Piotra list. I tak też robi. W swoim liście przeprasza go za wszystko, wyjawia mu swoją miłość a także pewną tajemnicę. Nie wie teraz, że list nie zostanie dostarczony… Tak kończy się pierwsza część świetnie skonstruowanej powieści Lingas-Łoniewskiej.
Druga część dzieje się sześć lat później. Paulina dostała się na wymarzone studia i rozpoczęła dobrze prosperującą pracę. Ma synka, Maxa, którego kocha nad życie. Jej świat burzy wiadomość o śmierci ojca. Co znaczy, ze będzie musiała zmierzyć się ze swoją przeszłością. Musi odwiedzić mieście, w którym spotkało ją wiele przykrych, ale i przyjemnych rzeczy. Gdy zjawia się na miejscu, z pociągu odbiera ją… Piotr. Teraz jest jeszcze bardziej przystojny, ale… zaręczony. Paulina utwierdza się w przekonaniu, że oni są już przeszłością, a co było już nie wróci. Najgorsze jest to, że Piotr, jej zdaniem, udaje, że o niczym nie wie. A ona nie zamierza mu się narzucać ze swoim synem. Tylko kobieta nie wie, że Piotr nie ma o niczym pojęcia.
Paulina i Piotr to para, której los dał drugą szansę. Ale czy oni będą potrafili z niej skorzystać? Schować dumę głęboko w kieszeń i przebaczyć? On jest w końcu zaręczony z Zośką a ona mieszka kilka godzin jazdy samochodem stąd. Gdy mężczyzna dowiaduje się, że jest ojcem, szaleje z radości, ale i ze złości na kobietę, że o niczym mu nie powiedziała. Wtedy Paulina zdaje sobie sprawę, że on żadnego listu od niej nie dostał. Los postanowił złączyć tę parę na nowo, a to czy im się uda mimo wielu przeciwnościom losu, przeczytacie na kartach tej emocjonującej i trzymającej w napięciu do ostatnich stron, powieści.
Agnieszka Lingas-Łoniewska stwarzając swoją historię zadbała o każdy szczegół. Dobrze skonstruowane postacie, lekki język, emocje i mądre cytaty – to wszystko stawia powieści wysoką notę. Autorka ukazuje wartości, jakie niesie ze sobą pierwsza miłość. Pokazuje, że jeśli raz się w niej zatracimy – nie ma już dla nas ratunku. Mnie ta powieść podobała się szczególnie, bo dotyka osobiście  moją historię pierwszej miłości, która zniknęła na jakiś czas, ale może kiedyś wróci. Dzięki tej książce wiem, że nigdy nic nie wiadomo, wszystko jest możliwe, a każdy błąd można szybko naprawić.
Książka pani Agnieszki to sposób na miło spędzony czas. Dotyka problem, który dotyczy niemal każdego z nas i robi to z taką doskonałością, że książkę aż chce się chłonąć. Wspomniałam, że „Bez przebaczenia” jest lekturą niezwykle emocjonującą i tego podsumowania będę się trzymać. Bo przy lekturze tej powieści udało mi się wzruszyć, co zdarza się rzadko. Na takie historie jestem niezwykle wrażliwa. Polecam książkę każdemu, szczególnie kobietom, które są miłośniczkami romansów i powieści obyczajowych. Jeśli chcesz poczuć magię pierwszej miłości, koniecznie sięgnij po „Bez przebaczenia” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję grupie „Czytamy polskich autorów”.        

 

wtorek, 20 maja 2014

"Coraz mniej olśnień" Ałbena Grabowska - Grzyb


 „Coraz mniej olśnień” to książka, która wzbudza ogromne emocje. Łączy ze sobą losy trzech kobiet, które, paradoksalnie, nie powinny mieć ze sobą nic wspólnego. Każda bohaterka była na swój sposób irytująca, a jej zachowanie wołało o przysłowiową pomstę do nieba. Ale to też sprawiło, że czytelnik nie może oderwać się od lektury.  Powieść Ałbeny Grabowskiej – Grzyb to studium z życia trzech dorosłych kobiet, które wpadły w szpony niezadowolenia, przegranego życia, które nie ułożyło się tak, jak powinno.

Lena to stylistka pracująca w prestiżowym piśmie o modzie. Jej słodka sielanka kończy się z dniem, w którym kobieta zostaje zwolniona. Ależ ja tej Leny nie lubiłam! Denerwowała mnie na każdym kroku, ale wraz ze stronicami książki i ona się zmieniała. Po utracie pracy nie mogła zrezygnować ze swojego wygodnickiego życia. Musiała znaleźć nową pracę, jednak z niej tez zostaje zwolniona. Co ona teraz zrobi? Otóż nadarza się okazja. Szantażuje swojego byłego kochanka, która ma już swoją rodzinę. On, w zamian za seks i milczenie, opłaca jej mieszkanie. To już zawsze jakaś oszczędność, jednak nie wystarczy na życie na wysokim poziomie. Przypadkowo trafia jej się propozycja opieki nad niewidomą poetką – Elą. Tak jak Marlena opierała się przed podjęciem tej pracy, tak teraz stała się najlepszą przyjaciółką Ślepelli, którą kobieta tak nazywała w myślach, a którą łączy z nią podobna sytuacja rodzinna i wiele innych rzeczy.

Poznajemy także Marię, znienawidzoną przez wszystkich dziennikarkę, która swoją oschłością i wyglądem odstrasza. Nie układa jej się w małżeństwie, ale kobieta liczy na owocującą karierę. Pewnego dnia idąc ulicą spotyka swoją przyjaciółkę, która kilka lat temu… zginęła w wypadku. Maria rozpoczyna własne śledztwo, ale wszystkie tropy zawodzą. Jest jednak pewna, że to była JEJ Alina. Pod pretekstem pisania książki o osobach, które przeżyły tragedię, podejmuje się próby odnalezienia przyjaciółki. Jednak, gdy mówi o tym komukolwiek, nikt jej nie wierzy. Zresztą, kto by uwierzył? Czy kobiecie uda się udowodnić, że Alina nadal żyje? Tym bardziej teraz, gdy okazało się, że jej mąż i Alina mieli romans?

Alina wie, że Maria zrobi wszystko, by ją odnaleźć.  Tym bardziej po tym, jak spotkała ją na ulicy. A ona tylko uciekła od niekochającego męża i znienawidzonych dzieci, szczególnie od córki, z którą nigdy się nie rozumiała. Trafiło jej się po prostu szczęście, z którego musiała skorzystać. Teraz miała swoje nowe życie i pożegnała się z przeszłością. A to, że zostawiła rodzinę? Ważna była ona.

„Coraz mniej olśnień” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Ałbeny Grabowskiej – Grzyb. Ale jakże udane! Jest to wielowątkowa powieść, która w pewnym momencie złącza ze sobą wszystkich bohaterów. Niezwykle skonstruowane postacie, rzetelne studium ludzkich cech i pragnień. Niekoniecznie tych najlepszych. Bo bohaterki tej powieści zostały ukazany w dość negatywnym świetle. Nie dało się ich lubić. Ale książkę chce się chłonąć, poznawać  bardziej, by szybko dotrzeć do upragnionego końca. Choć muszę przyznać, że się nią „kosztowałam”. Życzę sobie i Wam więcej takich książek i z pewnością przeczytam pozostałe propozycje autorki, bo teraz stałam się miłośniczką jej prozy. A lektura? Moją ulubioną. Polecam!!!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i grupie „Czytamy polskich autorów”.

Moja ocena 8/10


piątek, 9 maja 2014

"Meksykańska miłość" Karolina Pastuszak


„Meksykańska miłość” to druga książka młodej pisarki Karoliny Pastuszak. Ale pierwsza, którą miałam okazję przeczytać. Zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. A może to i lepiej? Bo książka podobała mi się etapowo.

Aleksandra, główna bohaterka, postanawia zmienić swoje życie i wyjeżdża na drugi koniec świata – do Meksyku. Ma tam zapewniony półroczny staż w wydawnictwie, co jej, jako początkującej dziennikarce, pomoże nabrać doświadczenia. Już w samolocie poznaje zabawnego Francuza, który umila jej długą podróż. Dodatkowo leci w to samo miejsce, co ona, ale na wakacje. Louis staje się dla kobiety wsparciem. Gdy docierają na miejsce, Aleksandra ma obawy, co zastanie w wydawnictwie, gdzie nikogo nie zna i początkowo spędza czas z przyjacielem poznanym na lotnisku. Okazuje się jednak, że jej obawy były zbędne i zyskuje w nowej pracy wiele znajomości, które zaowocują przyjaźnią i… miłością. Już na samym wstępie poznajemy Corinę, która łapie świetny kontakt z nowicjuszką, a niebawem pojawia się niezwykle przystojny Santiago i… zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Ich miłość rozwija się dynamicznie, a po niedługim czasie para postanawia zamieszkać razem. Jednak nie wszystko jest takie idealne, jakby się wydawało.

Ola w wydawnictwie poznaje szefa, który od jej przyjazdu nie zamienił z nią nawet słowa. Wszyscy ją zapewniali, że Diego – jej szef – jest świetną osobą. Dla niej okazał się zimnym gburem, pozbawionym uczuć. Pewnego dnia to wszystko będzie miało okazję się zmienić. Diego daje Aleksandrze do korekty książkę prestiżowego autora, znanego na całym świecie. Ola, aby skończyć to zadanie przesiaduje w firmie nadgodziny. Gdy około dwudziestej trzeciej ktoś zbliża się z ciemnego korytarza do jej gabinetu, kobieta, nie myśląc zbyt wiele uderza napastnika metalowym dziurkaczem w skroń. Przestępcą okazał się nie kto inny jak Diego… Kobieta przygotowała się więc na najgorsze. Właśnie zrobiła krzywdę swojemu szefowi… Uznała, że nie ujdzie jej to płazem i zostanie zwolniona. Ale od tego właśnie zaczęła się ich przyjaźń. Zaś Santiago, obecny chłopak Aleksandry, nie może pogodzić się z faktem, że jego ukochana przyjaźni się z tym człowiekiem. Co ich łączy? Co się stało w przeszłości pomiędzy mężczyznami? I jak to wpłynie na związek tych dwojga?

Książkę Karoliny Pastuszak nie zaliczam do ulubionych, ale to nie znaczy, ze mi się nie podobało. Fajnie wypoczęłam przy tej lekturze i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. „Meksykańska miłość” nie należy do książek, które TRZEBA przeczytać. Jest ona zwykłym czytadłem, po który sięgniemy bez najmniejszego wysiłku. Wspomniałam na początku, że książka podobała mi się etapowo. Jej początek oceniłam bardzo dobrze i wiązałam z nią wysokie nadzieje. Jednak z biegiem stron nie znalazłam w niej niczego, co mogłoby jakoś wypłynąć na wyższą ocenę. A końcem się po prostu rozczarowałam. Był on niezwykle przewidywalny, a bohaterowie mieli zbyt prostą drogę do siebie. Bez żadnych wzlotów i upadków. Ciągła prosta. Ale polecam dla wypoczynku.

 
Moja ocena 6/10

wtorek, 6 maja 2014

"Przebudzenie. Łatwopalni II" Agnieszka Lingas - Łoniewska


„Łatwopalnych” Agnieszki Lingas – Łoniewskiej czytałam już dwukrotnie. Po pierwszym jej przeczytania miałam mieszane uczucia. Gdy wzięłam się za „Przebudzenie”, zdałam sobie sprawę, że nic z pierwszej części nie pamiętam. Musiałam odświeżyć sobie lekturę i wtedy to się stało! „Poczułam” tę książkę i emocje z nią związane. Skończyłam w jeden wieczór, by jak najszybciej dać upust ciekawości związanej z dalszymi losami bohaterów. I było równie emocjonująco. Poznajemy dalsze losy Moniki, Jarka i Grześka oraz innych drugoplanowych bohaterów, którzy w „Przebudzeniu” dostają nowe, znaczące role.

 
W Monice zachodzą zmiany. Musi zdecydować czy chce być z Grześkiem, który dziesięć lat temu zostawił ją dla wałbrzychskiej miłości, czy raczej wybierze Jarka – mężczyznę o dość skomplikowanej przeszłości, który wpadł w jej życie jak huragan i sprawił, że odżyła. Kobieta jest w ciąży, ale nie mówi o tym Jarkowi, który wrócił po kilku miesiącach rozłąki. A w tym czasie do kobiety zdążył zbliżyć się Grzegorz, który zadeklarował, że zaopiekuje się jej dzieckiem. Tym bardziej chętnie, bo jest już po rozwodzie. Ale to nie zmienia faktu, że córeczka, którą Monika nosi pod sercem jest Jarka. Zawiłe są losy tej naszej bohaterki. Kocha dwóch mężczyzn jednocześnie, ale każdego inną miłością. Którego z nich wybierze? Tego dowiecie się czytając tę powieść. Jedno Wam powiem, gdy Monika dokona wyboru, jej sielanka nie potrwa długo. W drugiej części „Łatwopalnych” pojawi się wątek porwania i próba gwałtu. To wszystko przeżyje kobieta, która jest już w zaawansowanej ciąży. Kto próbuje zniszczyć jej życie? Oraz zastanawiające pytanie: kto uratuje Monikę ze szponów porywaczy?

 
„Przebudzenie” Agnieszki Lingas – Łoniewskiej  to emocjonujący romans, do którego zostały wplecione drobne wątki sensacyjne, co jeszcze bardziej podsycało moją ciekawość. O ile w „Łatwopalnych” Monika była skrytą, szarą myszką, o tyle w „Przebudzeniu” staje się kobietą spełnioną, szczęśliwą i kwitnącą. Przemiana bohaterki jest zaskakująca i wychodzi jej na plus. Z niecierpliwością czekam na „Wybaczenie”, w którym zostaną ukazane losy Sylwii i Berniego, których historia złączyła ze sobą niespodziewanie. Tylko czy sielanka Moniki i jej wybranka będzie trwała długo? Polecam Wam z całego serca „Przebudzenie”. Jeśli chcecie odpocząć przy znakomitym romansie, który „sam się czyta”, sięgnijcie koniecznie po tę książkę.

 
Moja ocena 8/10